Wyścig do chwały: Celitcs czy Lakers?

LAL1

Boston Celtics i Los Angeles Lakers to dwa najbardziej utytułowane drużyny w historii koszykowki. 33 tytuły mistrzowskie, 111 awansów do fazy playoff oraz 52-óch hall of famerów.

Jeszcze cztery lata temu te dwie, wielkie drużyny walczyły ze sobą o kolejne mistrzostwo NBA. Niestety, w końcu przyszła kryska na Matyska. Liga idzie do przodu, zawodnicy się starzeją, a momenty sławy i glorii zostają za nami. Na chwilę obecną obie drużyny nie łapią się do fazy playoffs: Celtics po raz pierwszy od sześciu lat, a Lakers od ośmiu.

Zbędnym jest przypominanie o tym, że drużyny tankują i są w trakcie przebudowy. Wartym zauważenia jest jednak fakt, iż filozofie przebudowy obu drużyn są z grubsza inne i interesującą rzeczą będzie obserwowanie komu jako pierwszemu uda się powrócić na sam szczyt Sternowskiej Silverowskiej układanki.

Jared+Sullinger+Los+Angeles+Lakers+v+Boston+BVhlr6_so33l

 

Boston Celtics

Po tym jak New York Knicks sponiewierali Celtów w trakcie ostatnich playoffów zaczęła się jarzyć zielona żarówka nad głową Danny’ego Ainge’a. „Hej, coś jest nie tak!„. Wreszcie przebudowy nadszedł czas i z bólem serca najlepszym możliwym krokiem do jej rozpoczęcia był trade na linii Boston – Brooklyn. Kevin Garnett, Paul Pierce oraz Jason Terry powędrowali do Nets. W zamian do Bostonu trafiło kilka krótko terminowych kontraktów, wliczony w koszty i prawdopodobnie najgorszy kontrakt w NBA, mianowicie kontrakt Geralda Wallace’a oraz… (werble) PICKI W DRAFCIE (by nie zagłębiać się w szczegóły naszych picków więcej na ten temat tutaj [link]).

Według umowy zbiorowej pomiędzy zawodnikami a ligą, niezastrzeżone wybory z pierwszych rund są najcenniejszym nabytkiem, który drużyny mogą wykorzystać jako kartę przetargową. Nic innego nie gwarantuje takiej elastyczności zarówno w wymianach jak i w budżecie. Debiutanckie kontrakty są niezwykle korzystne, a drużyny posiadające dobrych zawodników ze środka lub końca pierwszej rundy mają jeszcze większe szczęście, gdyż kontrakty tych graczy są jeszcze mniejsze.

dt.common.streams.StreamServer.cls

Celtics mają również w swoim składzie pana o imieniu Rajon Rondo. All-star, gracz typu pass first z kontraktem na sezon 2014/2015 to swoisty lep na muchy dla tegorocznych wolnych agentów, co tylko może sprzyjać przebudowie Celtów. Nie jest do końca pewne do jakiego stopnia posunie się w negocjacjach Danny Ainge by zatrzymać Rajona w Bostonie i wokół niego budować drużynę. Pewnym jest jednak, że gdyby Rondo został w Beantown, Celtowie wciąż będą w stanie zapewnić sobie wystarczająco miejsca w budżecie na dwóch graczy z maksymalnymi kontraktami.

Reszta drużyny, która prawdopodobnie będzie mocnym punktem przebudowy zespołu to ‚ryczące dwudziestki’: Avery Bradley, Jared Sullinger oraz Kelly Olynyk. Bradley staje się zastrzeżonym wolnym agentem, więc wartość jego kontraktu na pewno skoczy do góry. Tylko Bóg (Danny Ainge) wie czy Bradley dalej będzie miał okazję występować w zielonym „trykocie”. Natomiast Jared Sullinger i Kelly Olynyk, ze swoimi nieproporcjonalnymi kontraktami do umiejętności, stanowić będą łakome kąski na rynku transferowym.

Na dodatek tego lata dojdzie do zespołu kilku zawodników z dobrze zapowiadającego się draftu. Ogólnie rzecz biorąc Celtics znajdują się w doskonałej pozycji do pociągania za wszystkie sznurki, kiedy to drużyna zacznie się opierać czy na młodych kotach i przyszłych wyborach w drafcie, czy na supergwieździe pozyskanej z wolnej agentury bądź wymiany.

LAL3

 

Los Angeles Lakers

Im dalej w przebudowę tym więcej picków. Niestety LA, nie tym razem. Dwa lata temu Mitch Kupchak zdecydował się stworzyć w mieście aniołów fantastyczną czwórkę w postaci Kobe’iego Bryanta, Pau Gasola, Steve’a Nasha i Dwighta Howarda. Jak to w życiu bywa co za dużo to nie zdrowo. Dalszy ciąg historii Los Angeles Lakers z fantastyczną czwórką na czele chyba każdy już zna.

Ad rem. Lakers sprowadzając Nasha i Howarda do LA pozbyli się przy okazji picków w drafcie, bo któż mógł przewidzieć, że będzie jak będzie. I tak Lakers oddali pierwszo- i drugorundowe picki w drafcie 2013, tegoroczny drugorundowy pick oraz ich pierwszorundowe picki w draftach 2015 i 2017. Chwała ci Mitch za zachowanie pierwszorundowego picku z tegorocznego draftu.

Nash, Gasol czy Bryant młodość oraz najlepszy okres w grze mieli i mają już raczej za sobą. Howard rozpoczął sezon z opcją gracza wiszącą nad jego kontraktem. Sześć miesięcy przed rozpoczęciem sezonu 2012/2013 przeszedł operację pleców. Nie było gwarancji, że Dwight będzie tym samym dominatorem na boisku. I nie był.

lal4

Serii niefortunnych wydarzeń ciąg dalszy. Na początku owego sezonu Nash łamie nogę, Gasol narzeka na swoją rolę w zespole, a Bryant ma całkiem dobry sezon dopóki nie zostaje wykluczony z gry przez zerwanie ścięgna achillesa. Ostatecznie Lakers dostają ‚sweepa’ od San Antonio Spurs w pierwszej rundzie playoffs i kończą sezon.

Plan na offseason był prosty i niektórym znany: przedłużyć kontrakt Howarda.
Ten natomiast ze środkowym palcem za plecami odchodzi do Houston Rockets.

Dalej, żeby pogorszyć swoją sytuację jeszcze bardziej, Lakers przedłużają kontrakt z Bryantem o dwa lata nie wiedząc jak jego ciało będzie sobie radziło z kontuzją. Umowa opiewa na 48.5 miliona dolarów.

Wreszcie Kobe wraca do gry i jak na złość, już po sześciu spotkaniach, doznaje kontuzji lewego kolana. Początkowe prognozy mówiły o sześciu tygodniach przerwy od gry. Minęło dziewięć i nadal nie wiadomo kiedy Black Mamba powróci do gry.

W następnym sezonie Bryant będzie miał 36 lat. Jego nowy kontrakt, łagodnie ujmując, nie jest idealny dla drużyny, która planuje zacząć wszystko jeszcze raz od początku. Kobe wydaje się być nie do ruszenia, ale gdyby ktoś wpadł na taki wspaniałomyślny i jakże genialny pomysł to warto wspomnieć, że kontrakt Bryanta zawiera klauzulę no-trade. Ot psikus.

LAL2

Szczęśliwy Kobe Bryant to szczęśliwi fani. Szczęśliwi fani to szczęśliwy budżet, lecz z czysto drużynowego punktu widzenia dawanie Bryantowi takich pieniędzy w takich, a nie innych okolicznościach wygląda jak prośba leżącego, żeby go kopnąć.

Żeby być szczerym ciężko ocenić jak szybko zajmie Lakers powrót do ‚pełnej sprawności’. Na odnowę zespołu nie składa się sama postać Bryanta. Jest wiele czynników i miejmy nadzieję (to do was fani Lakers), że jednym z nich nie będzie: „Hej, jesteśmy Lakers, wszystko się uda.” Wielu kibiców Bostonu mówiło to samo w 1993 roku i masz babo placek, trzeba było nam czekać właściwie 15 lat.

 

Reasumując

Lakers mają miejsce w budżecie płac, wolę oraz możliwość zapłacenia horrendalnie wysokiego podatku od luksusu, kiedy sytuacja w drużynie będzie wyglądała coraz to lepiej. Abstrahując od płac Bryanta, pozostaje jeszcze spory kontrakt Steve’a Nasha na 9.7 miliona dolarów w następnym sezonie. Mitch Kupchak pewnie już teraz składa ofiary by Nash przeszedł na emeryturę tego lata. Dalej, załóżmy (bo tak najprawdopodobniej będzie), że Lakers nie będą przedłużać czasu trwania telenoweli o nazwie Pau Gasol. Przychodzi 2015 rok, w puli kontraktów pozostaje jedynie bijące po oczach 25 milionów dolarów Bryanta, a na rynku wolnych agentów pojawiają się tacy zawodnicy jak: Kevin Love, Kyrie Irving (zastrzeżony), Roy Hibbert, Marc Gasol, LaMarcus Aldridge, Rajon Rondo, Paul Millsap czy Chandler Parsons. Sezon później niezastrzeżonym wolnym agentem staje się Kevin Durant. Brzmi nieźle.
Pod banderą Kobe’go Bryanta, niezależenie od tego co im się trafi w tegorocznym drafcie, najbliższa przyszłość Lakers będzie zależała od wolnej agentury i tego z kim Kobe będzie chciał grać, bo chyba nie ma wątpliwości kto w tej chwili rozdaje karty w Los Angeles.

W NBA nie ma określonej, właściwej drogi przebudowy zespołu. Pewne jest tylko to, że w obecnych realiach jeden All-Star to za mało by walczyć o najwyższe cele. Zarówno Celtics jak i Lakers to dwie wspaniałe organizacje szukające powrotnej drogi na szczyt. Obu zespołów nie powstrzyma nic w dążeniu do bycia najlepszymi w NBA, lecz tylko jedna z nich zostawiła sobie więcej niż jedną otwartą furtkę. Boston Celtics.

Kto powróci szybciej do grona pretendentów? Ciężko powiedzieć. Pewnym jest jednak, że będzie to zacięty bój, a rywalizacja pomiędzy Los Angeles Lakers i Boston Celtics, mimo braku aż takich emocji jak chociażby w 2010 roku, trwa w najlepsze.