Tytuł albo nic

Trwający 53 dni streak 27 wygranych Miami Heat dobiegł końca. Pozostaje tylko pogratulować Bulls, którzy bez Rose’a, Noah i Hamiltona zatrzymali Żary. Kiedy centrum uwagi przenosi się na zbliżające się wielkimi krokami playoffy, czas zadać sobie pytanie: co dalej? Nie ma co ukrywać, że drużyna z Florydy stanowi największe zagrożenie dla każdej drużyny z aspiracjami mistrzowskimi. Do końca sezonu Bostonowi pozostało 11 spotkań. Jedenaście meczy, które przesądzą o dalszym przebiegu rozgrywek. Idąc dalej tym tropem, przesądzą kiedy i gdzie prawdopodobnie Boston Celtics trafią na podopiecznych Erika Spoelstry.

 

Wśród polskich fanów Koniczynek, zakładam że nie tylko polskich, można wyróżnić dwa obozy odnośnie tego kiedy najlepiej będzie trafić na Miami Heat. Pierwsi to zwolennicy gry wszystko na jedną kartę, czyli pojedynku na linii Boston-Miami w pierwszej rundzie playoffs. Natomiast ci drudzy – liczniejsza grupa – liczą na zajęcie przez Celtics siódmego, a najlepiej szóstego miejsca w konferencji i starcia z zeszłorocznymi mistrzami NBA w jak najpóźniejszej fazie rozgrywek.

 

Przyjrzyjmy się bliżej dwóm koncepcjom tego jak nasza drużyna powinna rozegrać resztę sezonu:

 

#1 Od razu na gorącą wodę.

Boston musiałby zamienić się miejscami w konferencji z Milwaukee Bucks, którzy aktualnie są 2 mecze za naszą drużyną. Zajęliby wtedy ósmą pozycję w konferencji trafiając w pierwszej rundzie na Miami. Każda z wyżej wymienionych opcji ma swoje plusy i minusy. Niewątpliwym plusem jest fakt, że nasi zawodnicy będą wypoczęci na początek playoffs. Z drugiej strony gracze Miami Heat również. Kolejnym często pojawiającym się argumentem jest wysoka średnia wieku, co powoduje szybsze męczenie się wśród naszych zawodników. I tu wychodzi małe ale. Obecna rotacja bostończyków jest młodsza od tej którą dysponują żary i to o całe półtora roku. Owszem dwa filary naszego składu: Paul Pierce i Kevin Garnett są najstarszymi w naszym składzie i zawyżają naszą średnią wieku. Pytanie: co nasuwa Wam się na myśl biorąc pod uwagę fakt nie tak wysokiej średniej wiekowej zespołu i wieku naszych dwóch filarów? A no właśnie. Jeszcze niższy średni wiek reszty drużyny, a co za tym idzie świeżość na parkiecie. Podsumowując Celtics mimo wszystko są młodszym zespołem od Heat, a wiek nie zawsze musi robić różnicę. Z drugiej strony w zeszłych latach nie udało nam się pokonać ich w półfinałach i finałach konferencji, więc może łatwiej poszłoby nam w pierwszej rundzie?

 

#2 Unikać ile się da.

Pozostanie na siódmej pozycji lub wskoczenie pozycję wyżej pozwala nam uniknąć pojedynku z Miami do finałów konferencji. Taki rozwój wydarzeń ma również swoje plusy i minusy. Oczywiście możemy odpaść równie dobrze wcześniej z rywalizacji, ale jeśli chcemy myśleć o mistrzostwie NBA nie możemy nawet brać takiej ewentualności pod uwagę. Argumentem na plus jest wejście naszej drużyny w rytm meczowy w trakcie pojedynków z dobrymi przeciwnikami, z którymi przyszłoby nam się zmierzyć: New York Knicks/Indiana Pacers. Argumentem na minus jest oczywiście zmęczenie, które jednak przy dobrej ławce jaką dysponujemy w tym roku, powinno mieć mniejszy wpływ na grę kluczowych elementów naszej bostońskiej układanki.

 

Czytając powyższy wywód zapewne domyślacie się zwolennikiem której koncepcji jestem. Jakie są Wasze przemyślenia na ten temat? Osobiście, jak pewnie większość fanów, mniejszą uwagę przywiązuję do pozycji w dywizji, konferencji, czy przegranych w pojedynczych meczach. Cel jest jeden. Stawka jest znana. Tytuł albo nic.