Trzech Celtów, którzy muszą zabłysnąć w kolejnym sezonie

Wchodząc w nowy sezon, każda drużyna zderza się z oczekiwaniami swoich kibiców.

W przypadku jednych zawodników, te oczekiwania są znacznie wyższe niż u innych. Nie inaczej jest w Bostonie, gdzie z racji odmłodzonego składu, potrzebny jest ktoś kto poprowadzi drużynę i zostanie nową twarzą klubu – tzw. „franchise playerem”. Poza potrzebą nowej gwiazdy Celtowie mają także kilku graczy którzy muszą przekonać włodarzy klubu, że nadają się już (lub jeszcze) do gry na najwyższym poziomie.

Oto trójka, która ma prawdopodobnie najwięcej do udowodnienia nadchodzącym sezonie:

JARED SULLINGER

Od wyboru w Drafcie 2012 przez Boston, Sully jest uważany za „steal”. Większość zawodników określanych tym mianem dostaje w końcu dużą wypłatę (wysoki potencjał wynagradza podjęte ryzyko), a kolejny kontrakt Sullinger podpisze już przy nowej, rekordowej umowie telewizyjnej, która wchodzi w życie od sezonu 2016/17. Jednak to nie pieniądze motywują go najbardziej.

Przez ostatnie lata nikt spośród zawodników Celtics nie był tak blisko elity NBA jak on. To Sully wykręcał statystyki, których w Bostonie nie widzieliśmy od czasu pierwszego sezonu Kevina Garnetta. Podczas całej dotychczasowej kariery w NBA zalicza on średnio 11,4 punktów oraz 7,4 zbiórek na mecz i są to bardzo dobre notowania, biorąc pod uwagę jego problemy zdrowotne i kondycyjne, z którymi boryka się od początku przejścia na zawodowstwo. Teraz Sullinger zrzucił kilka zbędnych kilogramów i z pewnością przełoży się to na jego możliwości. Ze średnią 7,6 zbiórek na grę, w ubiegłym sezonie Sully był liderem Bostonu na tablicach i zbierał 10,2% wszystkich piłek w ataku i 20,7% w obronie (także nr 1 w drużynie). Lepsza kondycja pozwoli mu spędzać więcej czasu na parkiecie, a to oznacza więcej okazji do wpływania na grę całej drużyny i zdobywania punktów.

W tym sezonie powinniśmy się przekonać z czego naprawdę jest zbudowany Jared Sullinger i czy warto wiązać z nim przyszłość.

DAVID LEE

Jego najlepsze lata w NBA już minęły, ale to nie znaczy, że Lee będzie zbędny w ekipie Celtics. Tak naprawdę zbliżający się sezon to ostateczny sprawdzian umiejętności byłego All-Stara. Ostatnie rozgrywki trochę utrudniły ocenę Davida, bo zmagał się z kontuzją, a jego miejsce w składzie zajął Draymond Green.

Jednak krótkie epizody w ubiegłym sezonie potwierdziły, że Lee nie stracił zmysłu do zbiórek. W limitowanym, 18-minutowym czasie gry zbierał średnio ponad 5 piłek na tablicach, w tym 22% wszystkich zbiórek w obronie i 16% w ataku (podobne procenty miał wtedy, kiedy zagrał w ASG).

W tym roku dowiemy się czy jest dla niego miejsce w NBA i co ważniejsze, czy jest dla niego miejsce w Bostonie, ale w roli weterana za mniejsze pieniądze (aktualnie jego kontrakt „zżera” ponad 22% miejsca w salary cap).

JAMES YOUNG

Jedna z największych niewiadomych w ekipie z Bostonu. Mimo lichej skuteczności (35% z gry, 26% za 3), Young jest jednym z najlepszych „pure-shooterów” w składzie. Jednak jego pobyt w D-League ma na celu głównie poprawę gry w obronie. Rating defensywny dwudziestolatka był w ubiegłym sezonie najgorszy w całej drużynie i wyniósł 106,2. Bez dobrej gry w obronie Young nie ma czego szukać w NBA, a bynajmniej nie w Celtics, którzy od początku istnienia nagradzają defensorów dużą ilością minut (najlepszymi przykładami z ostatnich lat są: Avery Bradley, Marcus Smart i oczywiście Jae Crowder).

Tym co przemawia za pozostawieniem Jamesa w składzie jest fakt, że ma on dopiero 20 lat i mnóstwo czasu na rozwój, a już teraz jest niezwykle skuteczny w pierwszych i ostatnich sekundach akcji. W swoim debiutanckim sezonie trafiał on ponad 71% rzutów z 12-22 sekundami na zegarze i 83% kiedy zostawało już tylko 4-7 sekund. Średnie drużynowe w tym względzie są znacznie niższe i wynoszą kolejno 56% i 43%, a umiejętność szybkiego zdobywania punktów oraz bycie „clutch” to rzeczy, z którymi koszykarz musi się urodzić.

Źródło :

CSNNE