Jak dobry był Reggie Lewis? Tragiczna historia rosnącej gwiazdy NBA

Mijają 22 lata od tragicznej śmierci Reggiego Lewisa.

To dobry czas na przedstawienie historii jednego z największych talentów lat 90′ i gracza, który dzięki tytanicznej pracy wspinał się na sam szczyt, a gdy ten był już w zasięgu, jego serce przestało bić.

Początki kariery

Lewis urodził się i dorastał w Baltimore, w stanie Maryland. Pierwsze sukcesy w koszykówce odnosił w szkole średniej jako członek członek drużyny Dunbar Poets, w której występowali wtedy tacy zawodnicy jak Muggsy Bogues, David Wingate czy Reggie Williams. W sezonie 81/82 zakończyli oni rozgrywki z bilansem 29-0, a rok później 31-0 i uznawani byli za najlepszą drużynę licealną w USA. Rola Reggiego ograniczała się wtedy do „sixth mana”.

Po pójściu na studia do bostońskiego Northeastern University, Lewis z miejsca stał się ich najlepszym koszykarzem i zaliczał 17,8 punktów na grę, ale był to dopiero początek jego czteroletniej kariery uczelnianej. W ostatnim sezonie zdobywał już 22,2 punktów na grę na niemal 50-procentowej skuteczności (49,7%).  Podczas gry dla Huskies, Reggie ustanowił rekord punktowy klubu wynoszący 2708 punktów, który nie został pobity do dziś! Dodatkowo przed przejściem na zawodowstwo, Reggie był dziewiąty pod względem ilości punktów zdobytych w historii NCAA. Jego numer #35 został zastrzeżony przez Huskies w hali Matthews Arena, która wcześniej (w 1946r.) była miejscem spotkań Boston Celtics.

Boston Celtics

Dnia 22 lipca 1987 roku Lewis został wybrany w drafcie przez Celtów. Zarząd Bostonu składał się wtedy z Reda Auerbacha (prezes), Jana Volka (GM) i Jima Rodgersa (trener). Tak jak większość debiutantów, Reggie nie miał lekkiego życia w swoim pierwszym sezonie w barwach Celtics. Większość czasu przesiadywał na ławce rezerwowych, ucząc się od kolegów z drużyny i rozegrał zaledwie 49 spotkań.

Nauka i ciężka praca szybko zaprocentowały i już w drugim sezonie Lewis wystąpił w 81 meczach i notował aż 18,5 punktów na grę. Zastąpił tym samym Larry’ego Birda, który ominął prawie cały sezon ze względu na operację stopy. Po latach Bird mówił o nim tak:

„Kiedy Reggie przyszedł do NBA, tak naprawdę nie umiał grać. On po prostu rzucał, ale był pracowity. Spędził mnóstwo czasu na ciężkich treningach i kochał to”

„Reggie był trudny do zatrzymania. Wytrącał cię z równowagi cały czas. Było zaledwie kilku graczy w lidze, których nienawidziłem bronić, bo nigdy nie wiedziałem co zrobią. Cieszę się, że Reggie grał z nami, bo był jednym z nich.”

Lewis wyglądał wtedy na okaz zdrowia, a od sezonu 88/89, w ciągu 5 lat opuścił zaledwie 9 spotkań. Nic nie zapowiadało, że jego kariera zakończy się tak szybko.

lewisasg
Reggie Lewis podczas Meczu Gwiazd w 1992 roku

Prawdziwe przebłyski jego geniuszu można było zobaczyć w sezonach 91/92 i 92/93. Lewis zaliczał wtedy najlepsze w karierze 20,8 punktów na mecz i rywalizował z największymi gwiazdami w NBA. W playoffach 1992 roku notował aż 28 oczek na spotkanie i jako jedyny Celt został wybrany do All-Star Game. W meczu nr 3 serii przeciwko Cleveland, Reggie zastąpił kontuzjowanego Birda i zdobył 36 punktów oraz 7 asyst, a w kolejnym spotkaniu 42 punkty, 6 asyst i 5 przechwytów. Rosła nam nowa gwiazda w NBA.

W sezonie 92/93, kiedy zespół opuścił Larry Bird, Reggie stał się prawdziwym kapitanem Bostonu. Red Auerbach mówił wtedy o nim tak:

„Reggie nie gada za dużo, ale jego styl gry mówi o nim wszystko.”

Celtowie zakończyli swój sezon bilansem 48-34 i z czwartego miejsca awansowali do playoffów, w których mieli się zmierzyć z Charlotte Hornets. Nadzieje były wielkie, ale jednocześnie pojawiały się sygnały o problemach z sercem Lewisa, a sztab medyczny kazał mu się oszczędzać na treningach. W Game 1 po zdobyciu 10 punktów w 3 minuty Reggie nagle upadł na parkiet i długo się nie podnosił. Nikt jednak nie myślał, że to będzie ostatni mecz jego życia…

Lewis próbował dokończyć spotkanie i zdobył jeszcze 7 punktów (łącznie 17 oczek: 7/11 z gry i 3/4 z osobistych w 13 minut), ale lekarze ściągnęli go na ławkę przez duszności i zawroty głowy. Potem zabronili mu też występować w kolejnych meczach.

Tragiczna Śmierć

To było ciepłe, lipcowe popołudnie 1993 roku, kiedy Reggie Lewis wybrał się do Brandeis University żeby porzucać ze znajomymi. Wcześniej otrzymał od lekarzy sprzeczne diagnozy, ale wszystkie mówiły o tym, że powinien się wstrzymać od intensywnych treningów. Reggie spokojnie rzucał przez godzinę i nawet nie zdążył się spocić. Nagle upadł na boisko i próbował złapać powietrze… bezskutecznie. Po chwili leżał już bez ruchu. Po dwóch godzinach lekarze ogłosili jego zgon z powodu nagłej śmierci sercowej, spowodowanej genetyczną chorobą serca. Miał 27 lat…

Jego śmierć była tak nagła, że pozostawił rodzinę, przyjaciół, fanów i całe środowisko NBA w kompletnym szoku. Był jednym z sześciu zawodników, którzy w latach 1988-1993 zdobyli co najmniej 7500 punktów, 1500 zbiórek, 1000 asyst i 500 przechwytów. Pozostała piątka: Charles Barkley, Clyde Drexler, Michael Jordan, Karl Malone i Chris Mullin została wprowadzona do Koszykarskiej Galerii Sław.

Kto wie, może gdyby nie ten wypadek to w finałach Konferencji Wschodniej lat 90′ oglądalibyśmy zacięte rywalizacje Reggiego Lewisa z Michaelem Jordanem. Sam MJ nazywał go wtedy „wieloletnim all-starem” i jednym z najtrudniejszych przeciwników w NBA. Na pewno na długo zapamiętał mecz z 31 marca 1991 roku, kiedy Reggie zablokował go aż 4 razy i sprawił, że His Airness chybił aż 24 z 36 rzutów. Śmierć Lewisa rzuciła cień na całą organizację Celtics, która długo nie mogła się podnieść i zaliczyła najdłuższy czas w historii bez tytułu mistrzowskiego. Dopiero przyjście Paula Pierce’a i stworzenie nowej „wielkiej trójki” zakończyło marazm w ekipie z Bostonu.

Numer 35 Lewisa został zastrzeżony przez Boston Celtics 22 marca 1995 roku. Podczas ceremonii jego koledzy z drużyny trzymali oprawiony w ramkę uniform, a Dee Brown wygłosił pożegnalną mowę.