Celtowie rozbici przez Tłoki w Bostonie

Czwarta porażka Bostonu w tym sezonie stała się faktem po wizycie Bradley’a w TD Garden.

Pistons (13-6) @ Celtics (18-4) | 118:108

To nie był najlepszy mecz dla zawodników Brada Stevensa. Celtowie rozpoczęli powoli i już w pierwszej kwarcie dali sobie rzucić 31 punktów. Trudno powiedzieć czy to obrona wyglądała źle, czy goście byli w takim gazie, że nie dało się ich powstrzymać (prawie 60% skuteczności w 1q). Kolejne 12 minut przyniosło trochę lepszą grę, a po trójkach Ojeleye i Roziera oraz dwóch wejściach pod kosz Theisa, C’s objęli prowadzenie. Do końca pierwszej połowy wynik był bardzo wyrównany. Kyrie zdobył w tym czasie 14 ze swoich 18 punktów, ale  nie dało się jednak odskoczyć przy znakomitej grze duetu Harris – Drummond (27 punktów do połowy).

Po zmianie stron, prawie całą trzecią kwartę Celtowie gonili wynik. Po dobrych posiadaniach Pistons i zbliżaniu się do 10 oczek przewagi, Boston montował serie przywracające wynik do remisu. C’s zdobywali najpierw 7 punktów bez odpowiedzi, później 8, ale nie byli w stanie przeważyć. Prześladowały nas złe posiadania i łatwo tracone piłki (17 strat, w porównaniu do 8 Detroit). Dobre momenty przeplatały się z gorszymi, a za te gorsze Tłoki bez litości punktowały. W końcu udało się wyjść na prowadzenie, ale 2 osobiste Isha Smitha wyrównały wynik przed czwartą kwartą.

Wydawało się, że Boston zrobi to co w tym sezonie wychodzi najlepiej – zdominuje końcówkę, ale nic z tych rzeczy. W ostatnich 12 minutach Bradley (13p. 5as. 5/14 z gry) prawie całkowicie odciął Irvinga od kosza, a to on miał być motorem napędowym ataku Celtics. Prawie, bo Kyriemu udało się trafić 1 rzut… osobisty. Jego obowiązki przejął Smart, który mimo 27% z gry w sezonie, w ostatnich 2 spotkaniach nie zszedł poniżej 60%! Trójka za trójką i Celtowie trzymali się wyniku, ale samym Smartem (mimo 6/9 zza linii) wygrać się nie da. Ścisła końcówka to już ‚Pistons Show’, a może ‚Drummond Show’? Center gości zdobył w tym czasie 13 punktów, w tym 2 bardzo ważne po przechwyceniu piłki lecącej do Horforda. Andre przechwycił podanie od Smarta i poszybował w stronę naszego kosza po łatwy wsad plus faul. W całym spotkaniu wykręcił potężne double-double: 26 oczek, 22 zbiórki, 6 asyst oraz 4 przechwyty! Do tego trafił 6 z 8 osobistych co było jego piętą Achillesową przez ostatnie sezony.

Dawno nie widzieliśmy, żeby Bostończycy tak ceglili z osobistych: 12 trafionych rzutów na 21? 5/7 Irvinga, 1/4 Smarta, 0/2 Browna? Tak się nie wygrywa spotkań w NBA. Co prawda 10 punktów przewagi nie do końca oddaje przebieg ostatnich 12 minut tego meczu, które były bardzo wyrównane, ale goście po prostu byli lepsi i naprawdę wyglądają na silną drużynę, mogącą dużo namieszać na wschodzie. Ich bilans nie jest papierowy jak Magików z początku sezonu. Przed nami pokonali już między innymi GSW czy OKC.