Celtics wracają do gry, pokonują bezsilnych Knicks

Boston Celtics wygrali swoje drugie spotkanie w tegorocznych playoffs, pokonując na wyjeździe New York Knicks 92:86.

Tym razem Celtowie rozgrywali spotkanie w siódemkę, nie używając szerokiej rotacji. W grze zabrakło między innymi Crawforda, Lee i Wilcoxa. Jak się okazało taka taktyka przyniosła dużo korzyści ekipie z Beantown. Mimo ogromnego zmęczenia w czwartej kwarcie (wystarczyło zobaczyć ciężkie nogi Pierce’a), doświadczenie 17-krotnych mistrzów NBA przeważyło przeciwko bezsilnym Knicks.

Pierwsza kwarta wskazywała jednak na pogrzeb Bostończyków. Kenyon Martin namówił kolegów żeby ubrali żałobne, czarne stroje, spodziewając się łatwej przeprawy w MSG. Nowojorczycy rozpoczęli od serii punktowej 11-0 i wielu kibiców przecierało oczy ze zdziwienia widząc 0/6 z gry Pierce’a, który jeszcze w poprzednim spotkaniu trafiał rzut za rzutem. Na szczęście agresywnie grał Brandon Bass, bez wątpienia najlepszy zawodnik pierwszych 12 minut po stronie C’s. Carmelo Anthony rozpoczął spotkanie trafiając 6 z 9 rzutów z gry, żeby potem trafić zaledwie 2 z 15 (!). Celtowie znakomicie ograniczali poczynania gospodarzy na obwodzie i zeszli do szatni z 6-punktową przewagą. Warto podkreślić, że do połowy spotkania KG miał już na swoim koncie 9 zbiórek.

Trzecia kwarta rozpoczęła się od wyrównanej gry obu ekip, ale to jednak goście wytrzymywali napięte sytuacje na boisku. Doc Rivers zamienił nieskutecznego Bradley’a na Terrence’a Williamsa, który okazał się asem w rękawie. Pomimo przeciętnych statystyk, T-Will grał jak prawdziwy point guard, a może lepiej powiedzieć point forward. Jego podania były skuteczne, a Felton nie miał za wiele do powiedzenia przy twardych warunkach gry, jakie narzucił mu były zawodnik Sacramento Kings. Swoją skuteczność zaczął poprawiać Paul Pierce, zdobywając w trzeciej odsłonie 10 punktów, a po trójce Terry’ego, Celtowie osiągnęli 9-punktowe prowadzenie i kontrolowali spotkanie.

Ostatnie 12 minut Bostończycy rozpoczęli od powiększenia swojej przewagi do 15 punktów. Niestety przez kolejne ponad 3 minuty, C’s nie zdołali znaleźć drogi do kosza, co pozwoliło gospodarzom na odrobienie strat. Złą passę przerwał bank-shot Brandona Bassa, a Jason Terry dorzucił od siebie 3 oczka zza łuku. Na 3 i pół minuty przed końcem, sytuacja na boisku znowu zrobiła się nerwowa. Celtics grali pod silną presją, a Knicks nagle dostali skrzydeł. Na szczęście w porę podciął je Jeff Green, zdobywając dla C’s 8 punktów pod rząd (2 trójki). Gospodarze jednak nie powiedzieli jeszcze swojego ostatniego słowa. Pierwsze punkty z gry w spotkaniu zdobył J.R. Smith, który przez cały mecz spisywał się tragicznie. Po jego trójce tylko 5 punktów dzieliło Nowojorczyków od zakończenia serii. Doc Rivers poprosił o przerwę, a potem Celtowie zaufali temu komu powinni. Kevin Garnett, który miał w tym czasie w dorobku 12 punktów, pobawił się z Tysonem Chandlerem i po sugestywnej pompce umieścił piłkę w koszu. Był to bez wątpienia najważniejszy rzut spotkania, wbijający gwóźdź do trumny, którą przed meczem Knicksi przygotowali dla Bostończyków, a sami się w niej znaleźli.

Najwięcej punktów spośród Celtics zdobył Jeff Green – 18. Brandon Bass i Jason Terry dorzucili po 17 oczek, a Pierce i Garnett po 16. KG zaliczył potężne double-double. W czasie swoich 38 minut zdobył 16 punktów, zebrał 18 piłek, rozdał 5 asyst i dwukrotnie zablokował rywali. Big Ticket ze średnią 14,4 zbiórki na grę (!) zajmuje pierwsze miejsce w tym względzie w lidze.

Tym razem Carmelo Anthony nie przekroczył bariery 30 punktów. Najlepszy strzelec sezonu zasadniczego zniknął w drugiej połowie, zdobywając 22 punkty (8/24 z gry)  i  zbierając 7 zbiórek. 21 oczek zaliczył Raymond Felton, a 14 J.R. Smith, który przez cały mecz trafił 3 z 14 rzutów z gry.

Liderzy:
PTS: Anthony– 22, Green – 18

REB: Chandler – 11, Garnett – 18

AST: Felton – 4, Garnett – 5

BLK: Kidd – 1, Garnett – 2