Celtics – Knicks 2:0

nba_u_knicks-celtics_mb_576

Boston 90 Knicks 86

Historiami tego meczu były powroty: Kelly Olynyk wrócił do gry po kontuzji, Knicks wrócili z -17 pod koniec pierwszej połowy, a C’s z -11 na początku czwartek kwarty.

Zacznijmy może o Knicks. Nienawidzę ich. Na ten moment to najgorszy zespół w NBA, który nie był budowany pod przegrywanie jak Utah czy 76ers. Tak, wiem, że nie ma Chandlera, nie gra teraz Felton, zwłoki MWP walają się gdzieś po ławce rezerwowych, a Kenyon Martin znów sobie coś zrobił i po 3 dobrych kwartach (8 pkt, 4-5 z gry, do tego 7 zbiórek) zszedł w czwartej z powodu jakiegoś urazu. Pozytywem jest za to postawa STATa. Trochę się z niego nabijałem, kiedy mówił, że to jeszcze nie koniec jego kariery, że chce ją zakończyć na własnych warunkach i że zostało przed nim parę lat gry, ale bardzo pozytywnie zaskakuje mnie ostatnio swoją grą. Knicks pozwalają mu coraz więcej grać (wczoraj 30 minut), a on dobrze to wykorzystuje. Przedwczoraj miał 18 pkt, 5 zb i blok. Jak na kogoś kto ostatnio grał na wysokim poziomie mniej więcej w 2011 roku, to naprawdę solidne liczby. Skoro już powiedziałem parę ciepłych słów o Bricks, to czas wrócić na ziemię i przypomnieć o tym, że backcourt Nowego Jorku jest na ten moment najgorszym w NBA. Nie, nie mam żadnych liczb, żeby to poprzeć, oprócz tego, że przedwczoraj wszyscy guardzi Knicks rzucili razem 12 pkt. Słownie – dwanaście punktów! Dla porównania sam Bradley rzucił ich 13… Pablo Prigioni wygląda jakby nikt mu nie powiedział, że on też może rzucać do kosza albo przynajmniej w jego stronę. Bardzo podobała mi się akcja, w której przebiegał z piłką pod koszem od linii końcowej, a najbliższym zawodnikiem C’s obok niego był Jared Sullinger jakieś 2 metry za nim, jednak on wolał oddać piłkę na obwód. Parę akcji wcześniej był kompletnie niekryty w strefie floaterów, jednak też wolał podać – prawdziwy team player! O Smithie nie mam nawet siły mówić, o Udrihu nie mam co. Tim Hardaway wygląda czasem znośnie, jednak nie było tak wczoraj, 0-2 w 8 minut gry (przypomniało mi to, że JR swój pierwszy rzut oddał chyba w czwartej kwarcie i był to jego jedyny rzut z gry, oczywiście niecelny, zakończył mecz z 2 pkt, które zdobył na linii rzutów osobistych). Na koniec został Carmelo… Niby wszystko fajnie, 26 pkt, 3-7 za trzy czyli całkiem nieźle, ale nie mogę patrzeć jak jeden zawodnik oddaje aż 24 rzuty w jednym meczu (chyba, że jest to Steph Curry, jego rzut jest tak piękny, że kiedy rzuca to w głowie słyszę chóry anielskie). W sezonie Melo oddaje średnio prawie 21 rzutów na mecz trafiając 43,6% z nich. To nie jest dobra koszykówka.

Co w takim razie jest dobrą koszykówką? Oczywiście gra Celtics! Przed sezonem byłem raczej nastawiony na przegrywanie i ogółem sezon pod znakiem (a właściwie hashtagiem) #TankforWiggins, ale nie doceniłem tego, że Brad Stevens dostał świetny skład do gry zespołowej. To co mi się podoba to to, że kiedy komuś nie idzie, zawsze znajdzie się ktoś kto przejmie obowiązki tego zawodnika. Green ma problemy ze zdobywaniem punktów? Courtney Lee i Sullinger zajmą się wynikiem. Bradley miał problemy z rozgrywaniem na początku sezonu? Nie ma sprawy, Jordan Crawford też może to robić. Na dodatek, nie ma zawodnika, którego się szuka na boisku, bo to on jest najlepszy (vide Carmelo). W tej drużynie każdy może zdobywać punkty, aż 5 zawodników zdobywa powyżej 11 na grę, a aż 3 z nich rzuca ich średnio 13 w każdym meczu. To przypomniało mi jak w tym roku, tuż po wyjściu 2K14 mój znajomy, wielki fan Celtics, który nie może pogodzić się z tym, że w najbliższym czasie zieloni nie będą w grupie contenderów, napisał do mnie, że ze wszystkich drużyn w nowej odsłonie 2K, C’s mają najwięcej zawodników, którzy mają overall rating powyżej 70, a ich dotychczasowa gra tylko to potwierdza.

Dziś mało o meczu, znacznie więcej o ogólnych przemyśleniach na temat obu drużyn. Napiszcie czy artykuł się podobał, bo to mój pierwszy tekścik, dziękuję za uwagę i pamiętajcie – BLEED GREEN!

Autor: PNdrak