Celtics gromią Magików, rekord kariery Roziera

Rozpoczynamy nowy cykl podsumowań meczowych na stronie.

Znajdziecie w nim opis najważniejszych momentów spotkań i kluczowe statystyki zawodników Bostonu. Zaczynamy od wczorajszego spotkania z Orlando.

Magic (8-11) @ Celtics (17-3) | 103:118

Celtowie wrócili bardzo zmotywowani do Bostonu po porażce z Miami Heat i przerwaniu passy 16 zwycięstw. Z okazji ‚Black Friday’ założyli nowe czarnozielone uniformy, w których zamaskowany Kyrie bardzo przypomina ‚Zieloną Latarnię’ z DC Comics. Zresztą w grze był jak superbohater, ale o tym za chwilę.

Generalnie mecz zakończył się już w pierwszej kwarcie, którą C’s wygrali 40:26, rozdając przy tym 12 asyst na 15 trafionych rzutów (68,2% z gry). Goście nie mieli żadnej odpowiedzi. Rozpędzony Irving kąsał ich co chwilę wejściami pod kosz, Tatum zza łuku (3/4), a Big Al rozdawał asysty jak szalony. W całym meczu miał ich aż 10. Tym razem Kyrie spędził na parkiecie zaledwie 24 minuty, ale w tym czasie dołożył do wyniku 30 oczek, 4 zbióry oraz 3 asysty i to na 60% z gry!

Brad Stevens w końcu miał okazję, żeby wystawić zawodników na tzw. ‚garbage time’. W drugiej połowie wynik sięgnął przewagi +32 po stronie Zielonych, więc do gry weszła rezerwa. Przy zwyczajowym cegleniu Smarta, dowodzenie w drugim składzie przejął Terry Rozier, który za ostatnie problemy ze skutecznością zrewanżował się carrer high w punktach: 23, do których dołożył 6 zbiórek i 2 asysty. Wtórował mu Aron Baynes z double-double: 13 oczek (6/9 z gry) i 11 zbiórek.

Wynik końcowy nie oddaje przebiegu spotkania. Magicy poza pierwszą kwartą nigdy nie byli blisko wyniku, ale ostatnie 12 minut wygrali 34:19 z rezerwą Bostonu. Nasza ławka mimo wszystko zagrała najlepsze zawody w tym sezonie, rzucając 50 punktów. W 4 poprzednich rezerwowi zdobywali zaledwie 19,8 oczek, przy fatalnej skuteczności 22% z gry i trójki.

Kolejny mecz gramy back-to-back w Indianie, więc chłopaki wyjdą na zmęczeniu, ale następny tydzień spędzą w ogródku, gdzie rozegrają aż 5 spotkań z rzędu!