Boston zakończył serię Indiany

Celtowie zakończyli 5-meczową serię Pacers, pokonując ich na wyjeździe.

Celtics (18-3) @ Pacers (11-9) | 108:98

To nie podopieczni Brada Stevensa mieli wygrać ten pojedynek. Po zwycięstwie z Magikami od razu wybrali się do Indianapolis, gdzie grali drugą noc z rzędu i to w dodatku bez Morrisa (odpoczynek) oraz Browna (pogrzeb przyjaciela).

Pierwsza połowa nie zapowiadała tego co stało się potem. Obie drużyny zaczęły od wymiany cios za cios, ale to Bostończycy gonili wynik, głównie za sprawą Kyriego i Smarta. Widzieliście jak Irving wysłał Collisona na łyżwy w 8 minucie?

Obowiązki kontuzjowanego Oladipo przejął Stevenson, który do przerwy zgromadził 14 punktów, w tym 12 w pierwszej kwarcie. Gospodarze zdominowali deskę i rządzili w pomalowanym. Przed końcem drugiej odsłony wygrywali już +13, ale po wejściach pod kosz Tatuma i Irvinga różnica spadła do 9 oczek.

Chciałbym wiedzieć co Brad Stevens mówi chłopakom w przerwie, bo kolejny raz po wyjściu z szatni byli nie do pokonania. Al Horford dał sygnał do ataku i w trzeciej kwarcie zdobył 12 ze swoich 21 punktów. W ciągu 3 minut z -8 zrobiło się +1, a do końca kwarty po szalonym rzucie Smarta C’s wygrywali już przewagą 12 oczek! Marcus na spółkę z Rozierem byli ogromnym wsparciem ofensywy Bostonu. Nie oszukujmy się, chłopaki w tym sezonie ceglą na potęgę i przeciętnie trafiają co trzeci rzut z gry (Smart nawet co 4), ale dzisiaj mieli łącznie 32 punkty, trafiając 14 z 17 rzutów. Oby tak dalej!

Przy takiej dyspozycji Celtów ostatnia kwarta była już tylko formalnością, a Pacers nie zbliżyli się do wyniku na mniej niż 8 oczek. Kiedy tylko C’s oddawali kilka posiadań z rzędu, drużynę na swoje barki brał Kyrie, który wchodził w strefę podkoszową Indiany jak w masło. W całym meczu zgromadził na koncie 25 punktów, 4 zbiórki oraz 6 asyst.

Celtics wracają teraz do Bostonu na 10 dni, gdzie rozegrają aż 5 spotkań. Będzie to okazja do pociągnięcia kolejnej serii!