Boston rozbity w Chicago bez Irvinga

Celtics przegrali na wyjeździe z tankującymi Bulls.

Celtics @ Bulls | 85:108

Mecz, z którego trzeba szybko wyciągnąć wnioski i równie szybko o nim zapomnieć. Do kontuzjowanego Marcusa Morrisa dołączył tym razem Kyrie Irving, który zmaga się z lekkim urazem mięśnia czworobocznego, a Al Horford nie grał na 100% swoich możliwości przez kontuzję kolana.

Celtowie przegrali w tym sezonie tylko 6 spotkań, w tym najgorsze (do dzisiaj) różnicą 10 punktów z Pistons. Mało kto spodziewał się, że podopieczni Brada Stevensa dostaną takie lanie od najsłabszych w lidze Bulls. Boston dobrze rozpoczął mecz. Kolejnymi trójkami popisywał się Marcus Smart, aż można było uwierzyć, że przestanie gonić się z Lonzo Ballem o tytuł najmniej skutecznego zawodnika NBA. Przed drugą kwartą C’s mieli 1 punkt przewagi nad gospodarzami. Wtedy rozpoczął się dramat, którego efekty oglądaliśmy już do samego końca.

Jaylen Brown trafił trójkę na samym początku drugiej odsłony i od tego czasu przez 7 minut Boston zdobył tylko 2 punkty przy 24 Chicago! Chłopaki latali po boisku jak zagubione dzieci we mgle, pięciokrotnie tracili piłkę, a z cegieł, które rzucali można by spokojnie zbudować drugie TD Garden. Baynes w drugiej kwarcie sam miał już 4 straty. Ratowała go tylko tylko niezła skuteczność: 10 punktów (5/6 z gry). Powtarzało się to co widoczne ostatnio kiedy ławka wychodzi na parkiet – nie mamy pomysłu na grę, więc rzucamy trójki… ile wlezie, a nawet jeśli nie włazi. I tak z 11 prób zza linii 7,24m, do kosza trafił tylko Jaylen Brown. Jayson Tatum już w pierwszej kwarcie zatrzymał się na 4 punktach i zaliczył najgorsze dotąd spotkanie, trafiając zaledwie 1 z 7 rzutów z gry. Na plus 10 zbiórek – najwięcej w meczu.

W drugiej połowie C’s bezskutecznie próbowali się podnieść, ale nie udało się zniwelować przewagi, nie było nawet blisko. Sławna bostońska defensywa prawie nie istniała w spotkaniu z Bykami. Najlepszym tego dowodem są zaledwie 2 przechwyty i 1 blok. Normalnie takie statystyki zalicza jeden z zawodników, wczoraj były to notowania całej drużyny. Przez tak słabą dyspozycję po bronionej stronie parkietu, duet Mirotic – Portis zanotował aż 47 punktów, przy skuteczności 19/29 z gry. Ciekawe, bo jeszcze nie tak dawno Portis rozważał karierę w boksie, po tym jak znokautował swojego czarnogórskiego kolegę na treningu. W ostatniej kwarcie Brad Stevens dał pograć ławce. Na parkiecie zobaczyliśmy m. in. Yabusele, Birda czy Nadera. Głęboka rezerwa dała sobie wrzucić najwięcej punktów w meczu, w szczytowym momencie było nawet -30.

Al Horford był najlepszym zawodnikiem po stronie Bostonu. Zanotował 15 punktów, 4 zbiórki i 5 asyst, a Brown, Smart oraz Rozier dodali po 13 oczek. Bardzo zauważalny był brak Irvinga, nie tylko jeśli chodzi o zdobywanie punktów, ale również o samą organizację gry.

Kolejne spotkanie Celtowie rozegrają już u siebie. W nocy z środy na czwartek do Bostonu przyjadą Denver Nuggets. Będzie to dobra okazja na zmazanie wczorajszej porażki z najsłabszą drużyną NBA.