Ainge wyjawił kogo wybierze?

W czasie oczekiwania na oficjalne potwierdzenie transferu, Celtowie po cichu spotkali się z Jaysonem Tatumem.

Były reprezentant Duke nie był wcześniej brany pod uwagę jako możliwy pick Bostonu i nie ma w tym nic dziwnego. Jeszcze kilka dni temu w kontekście tegorocznego wyboru w drafcie pojawiało się tylko jedno nazwisko – Fultz. Markelle zdążył dwukrotnie odwiedzić Beantown, robił sobie zdjęcia w TD Garden w ciuchach Celtics. Wszystko szło zgodnie z planem aż do niedzieli, kiedy jak zwykle nieprzewidywalny Danny Ainge zamienił picki z Sixers.

Wczoraj na treningu w Waltham pojawił się Jayson Tatum, który na uczelni Duke zdobywał średnio 16,8 punktów; 7,3 zbiórki; 1,3 przechwytu oraz 1,1 bloku na mecz. W debiutanckim sezonie jego Blue Devils zanotowali bilans 28-19, wygrali turniej ACC (Atlantic Coast Conference) i dostali się do fazy turniejowej NCAA. Tam pokonali Troy w pierwszej rundzie, a w drugiej musieli uznać wyższość uczelni South Carolina.

Celtowie widzieli Tatuma już wcześniej na treningach w LA, ale tym razem mieli go tylko dla siebie. Z pierwszych relacji wynika, że Jayson zachwycał swoją formą rzutową i pracą na nogach.

Pikanterii co do jego wyboru dodaje ostatnia wypowiedź Ainge’a, który stwierdził, że:

„Jest całkiem duża szansa, że wybierzemy z numerem 3 tego samego zawodnika, którego chcieliśmy wybrać z numerem 1. To była świetna okazja, żeby pozyskać coś dodatkowego.”

DA z wiadomych przyczyn nie powiedział kogo ma na myśli, ale wiele wskazuje właśnie na Tatuma. Jeśli chodziłoby o Jacksona to Danny nie mógłby być taki pewny swego. W końcu z numerem 2 wybierają Lakers, a ci wahają się pomiędzy nim a Lonzo Ballem. Zresztą jeśli Celtics chcieliby Jacksona to nie musieliby wymieniać swojego wyboru tylko wziąć go z jedynką.

Trudno powiedzieć jakie informacje ma Danny Ainge. Być może już porozumiał się z Magiciem Johnsonem i wie, że Josh Jackson będzie osiągalny na trójce.

Wygląda na to, że wybór Bostonu w tym roku ograniczy się do dwóch nazwisk: Jackson i Tatum.

 

Źródło :

ESPN