5 powodów za tym, że oddanie Pierce’a i Garnetta do Nets było dobrym posunięciem

Emocje to zabawna sprawa. Jesteś przekonany, że już je rozgryzłeś, że z wiekiem coraz bardziej umiesz je kontrolować i potrafisz przejść przez każde wyzwania rzucone przez życie. Najgorsze jest to, że jesteś w błędzie myśląc w ten sposób.

Weź mnie jako przykład. Bez przerwy powtarzałem sobie, że jeśli dobra oferta za Pierce’a i KG nadejdzie, trzeba będzie z niej skorzystać bez większego zawahania. Szanse Celtów na mistrzostwo było znikome – obaj byli zbyt starzy i nie było wystarczającego cap roomu, aby sprowadzić kogoś wartościowego do tria Pierce-Garnett-Rondo. Twierdziłem, że to najwyższa pora, aby przekonać się kogo możemy dostać za naszych weteranów.

I stało się. Pierce, Garnett i Terry idą do Brooklyn Nets w zamian za Krisa Humphriesa, Geralda Wallace’a, Marshona Brooks, Keitha Bogansa, Krisa Josepha oraz trzy wybory w pierwszej rudzie draftu (2014, 2016 i 2018) plus prawo do zamiany „picków” w drafcie 2017.

Ni stąd, ni zowąd nie ma już Pierce’a w Celtics – klubie, który reprezentował od początku swojej przygody z NBA, czyli od 1998 roku. Zatem wychowanek Celtów w przyszłym sezonie będzie grał na Brooklynie, a Celtowie na chwile obecną są bez kapitana. No i również KG. Gracz, który odmienił losy drużyny z Bostonu odchodzi razem z „The Truth”. Wciąż pamiętam jak skakałem z radości po tym jak C’s pozyskali Garnetta w 2007 roku.

Muszę przyznać, że ich odejście przeżyłem gorzej niż się spodziewałem. Kiedy jesteś przywiązany do zawodników, oni niespodziewanie stają się częścią twoich wspomnień. Bo nie jest tylko tak, że oni po prostu odchodzą. Ma się wrażenie jakby zabierali oni ze sobą mistrzowski tytuł z 2008 roku, słynną filozofię Ubuntu, niesamowity run w meczu numer 7 w finale 2010 oraz całą esencję drużyny z Beantown. To jest właśnie najtrudniejsza część – konieczność odseparowania graczy od twoich dobrych wspomnień. I będę pierwszym, który stwierdzi, że to wcale nie jest fajna sprawa.

Jednak trzeba spojrzeć na to wszystko z trochę innej perspektywy. Mimo tego, iż fani Celtics są teraz zarówno źli, jak i przygnębieni z powodu odejścia ich idoli, trzeba oznajmić, że ten ruch transferowy był jak najbardziej prawidłowy.  Oczywiście nie oczekuję, że każdy będzie tę sytuację widział w ten sposób, niemniej jednak Celtowie dokonali dość przyzwoitego dealu. Poniżej podanych jest pięć powodów dlaczego tak jest.

1. Celtics nagle dysponują wieloma numerami w drafcie. Przez następne pięć sezonów, Bostończycy mają do dyspozycji aż 9 numerów z pierwszej rundy draftu. Mają dwa wybory w dobrze zapowiadającym się drafcie 2014 i po dwa w 2015, 2016 oraz 2018. Co więcej, mają również prawo do przejęcia „picków” drużyny Nets w drafcie w 2017 roku. Być może te wybory w drafcie póki co nie wypełnią luki po KG i „The Truth”, ale na pewno przyniosą sporo korzyści. Za sprawą nowej ustawy dotyczącej salary cap, wybory w drafcie stały się bardziej wartościowe niż kiedykolwiek, ponieważ dzięki nim drużyny mają możliwość pozyskania prosperujących zawodników w bardzo niskiej cenie. Miej na uwadze, że Hawks byli gotowi oddać Josha Smitha za dwa numery z pierwszej rundy draftu i żaden klub z NBA nie przystał na ich warunki. Zatem pomimo tego, że na chwilę obecną te wybory w draftach nie są dla nas ekscytujące,  warto dodać, iż wiele klubów NBA chciałoby być na naszym miejscu.

2. Tak, wiem- kontrakt Wallace’a jest nie do pomyślenia, ale w rzeczywistości ten deal nie jest aż tak zły. Wciąż słyszę, że Gerald nie jest wart aż tak wysokiego kontraktu. Jednak jestem w stanie się nie zgodzić z kilku powodów:

Po pierwsze, C’s pozbyli się Garnetta, który wart był 11,5 milionów dolarów oraz Jasona Terry, który kosztował ich 5,3 miliony dolarów. Zatem łącznie otrzymamy sumę 16,8 milionów dolarów (umowa Pierce’a wygasła). Natomiast Gerald Wallace wart będzie 10,1 milionów dolarów i TO WSZYSTKO. Humphries, Bogans i Joseph mają wygasające kontrakty, a Brooks ma mieć kontrakt wart 2,3 miliony dolarów, który Celtowie mogą anulować jeśli tylko będą mieli na to ochotę. To oznacza, że Celtowie zaoszczędzą 6,7 milionów dolarów latem 2014 roku, co powoduje, że Bostończycy będą mieli do dyspozycji 45,5 milionów dolarów na sezon 2014-2015, zatem 15 milionów poniżej salary cap. Z pewnością zaoferują Bradley’owi przyzwoity kontrakt oraz powalczą o Jareda Sullingera.

W sezonie 2015-2016 Celtowie stracą 10,1 milionów, co będzie z pewnością niezbyt ciekawe, ale wówczas kontrakt Geralda będzie wygasał i dzięki temu ten zawodnik będzie wart więcej.

3. Na chwilę obecną Celtowie już mają wystarczającą ilość środków, aby pozyskać gwiazdę. W NBA to gwiazdy wygrywają i Boston ma spore problemy z pozyskaniem wartościowych wolnych agentów. Wszystko dotyczy zgromadzenia jak największej ilości zasobów, aby można było pozyskać gracza o statusie gwiazdy. Przykład: Celtowie w 2007 roku oddali trzy wybory z pierwszej rundy draftu, młodego utalentowanego gracza w postaci Ala Jeffersona, kilku młodych obiecujących zawodników takich jak Delonte Westa, Sebastiana Telfair, Geralda Green, czy Ryana Gomes oraz wysoko zakontraktowanych zawodników, czyli Wally’ego Szczerbiaka i Theo Ratliffa w zamian za Allena i Garnetta.

Celtics będą mieli dziewięciu młodych zawodników pozyskanych z pierwszej rundy draftu w ciągu najbliższych pięciu lat. Co więcej, już w składzie mają kilku wartościowych graczy, którzy nie kosztują zbyt wiele (Bradley, Brooks, Sullinger, Crawford, Olynyk, Fab Melo), jednego zawodnika z wygasającym kontraktem (Humphries) oraz supergwiazdę w postaci Rajona Rondo. Ta wymiana daje Danny’emu Ainge sporo możliwości, ponieważ pozwala mu pozyskać gracza wielkiego formatu (bądź nawet kilku graczy) w zamian za numery z draftów i Krisa Humphries. W dodatku, wciąż ma Bradley’a, Sullingera i Olynyka jako potencjalną opcję na innego typu trade. Nie próbuję teraz Wam wmówić, że otrzymamy kolejnego Garnetta, czy Raya Allena, ale jakby na to nie patrzeć, C’s mają zasoby, aby zawojować w najbliższych latach na rynku transferowym. W tym roku Bostończycy są zmuszeni odpuścić, patrząc jak inne kluby pozyskują zawodników takich jak Al Jefferson, czy Josh Smith. Niemniej jednak, w następnym roku, to my powinniśmy pozyskiwać wielkie postacie.

4. Czekając na Draft 2014. Nie oszukujmy się. Boston Celtics nie będą potęgą NBA w nadchodzącym sezonie. Niektórzy eksperci nawet twierdzą, że mogą się nie załapać do fazy playoffs. Jest to możliwe, ponieważ obecny ich skład daje wiele do życzenia.

Próbując się pocieszyć w jakikolwiek sposób, można przecież rzec, że zawsze mogło być gorzej. Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, Draft 2014 ma być najlepszym draftem od 2003 roku, w którym wybierane były takie osobistości jak LeBron James, Dwyane Wade, czy Carmelo Anthony. C’s będą mieli w czym przebierać, ponieważ w przyszłorocznym drafcie mają wziąć udział Andrew Wiggins, Jabari Parker, James Young, Andrew Harrison oraz Marcus Smart, którym już przypisuje się świetlaną przyszłość. Według mnie, będzie do wyboru przynajmniej siedmiu zawodników o wielkim potencjale w 2014 roku.

Nie twierdzę, że Celtowie tankują. Taka filozofia nigdy nie wychodziła nikomu na dobre. Zapewne przyszły sezon będzie bardzo ciężki, ale jak spojrzymy ponad dwa miesiące wstecz, to możemy dojść do wniosku, że przecież ani Pierce ani Garnett nie byli kluczowymi zawodnikami podczas fazy playoffs.

5. Pierce i Garnett wciąż będą grać razem. Jeśli patrzeć na to wszystko ze strony emocjonalnej, to pozytywnie można przyjąć fakt, iż „The Truth” i „Big Ticket” dalej będą grać w jednym zespole. Wszystkie te plotki, ze niby Pierce miał odejść do Cleveland lub Milwaukee, aby spędzić tam swój ostatni (stracony) sezon po prostu nie wydawały się słuszne po tych 15 latach spędzonych na parkietach najlepszej ligi świata. Co więcej, wszyscy wiemy, że KG nie zaakceptowałby jakiejkolwiek umowy jeśli Paul Pierce nie szedł do tej samej drużyny co on. Zatem wciąż razem będą walczyć o swój drugi mistrzowski tytuł. W zeszłym sezonie, wraz z Greenem, Bradley’em i leczącym kontuzję Rajonem Rondo nie mieli wielkich szans na zdobycie mistrzowskiego pierścienia. Z jednej strony, uważam, że mając w składzie Joe Johnsona, Derona Williamsa i Brook Lopeza też mogą nie być w stanie wspiąć się na sam szczyt. Jednak z drugiej strony, kombinacja dobrego centra ze światowej klasy rozgrywającym na pewno da im większe szanse na wygranie ligi niż jak mieliby zostać w Celtics.

Kiedy jakaś era się kończy nigdy nie jest przyjemnie. I jestem pewien, że 10 lipca kiedy Garnett i Pierce będą już oficjalnie w składzie Brooklyn Nets, te emocje do nas wrócą. Najważniejsze jest, aby umieć spojrzeć na to wszystko z innej perspektywy. KG ma 37 lat i będzie miał 38 podczas playoffs 2014. Pierce kończy 36 tego lata. Nigdy nie doszłoby do przebudowy zespołu, gdyby obaj nie odeszli. W dodatku, razem z nimi w składzie może udałoby nam się awansować do fazy postseason w nadchodzącym sezonie, ale za to później nie dostalibyśmy za nich dosłownie nic.

To był najwyższy czas, aby zadziałać i Danny Ainge to uczynił. Czy zrobił wystarczająco wiele? To wszystko będzie zależeć od jego następnego ruchu. Czas w końcu użyć naszych atutów.

Na podstawie: Selling their soul: 5 reasons the Celtics trading Pierce and KG was the right move in the long run, Celticslife.

 

Leave a Comment